Jesteś tutaj: Strona główna | Nowa Zelandia Artykuły | Nowa Zelandia Kultura | Te Whanganui-a-Tara

Te Whanganui-a-Tara

fot. * Agnieszka

Jeśli zapytać o stolicę Aotearoa kogoś, kto nigdy nie interesował się zbytnio Nową Zelandią, ale coś o niej wie, pewnie odpowie "Auckland". Co ciekawe, największe nowozelandzkie miasto stolicą nigdy nie było, choć miało na to poważne szanse (i niektórzy historycy upierają się, że je wykorzystało). Bo tak naprawdę tytuł stolicy z Russell (obecie Okiato w Bay of Islands) powędrował PRZEZ Auckland właśnie na samo południe północnej wyspy, i zatrzymał się prawie w połowie drogi między Cape Reinga i Bluff, w niewiele wówczas znaczącej osadzie nazwanej Wellington, na pamiątkę pierwszego europejskiego właściciela tych ziem.

"Tekst wygrał w IX etapie I Konkursu Redakcyjnego w kategorii "Najwięcej lubiących to!" z wynikiem 15 glosów. Gratuluję - Administrator NNZ"

"Tekst zwyciężył w IX etapie I Konkursu Redakcyjnego w kategorii "Wybór Jurorów" Gratuluję - Administrator NNZ"

Maorysi nie lubią nazwy "Wellington". Według nich jest zdecydowanie zbyt europejska. Mają swoją. Jedną dla samego miasta, drugą dla tamtego terenu. I z obydwoma wiążą się, oczywiście, barwne legendy.

Starsze z tych dwóch to Te Upoko o te Ika-a-Maui, czyli głowa Ryby Mauiego*. Nazwa ta, mimo swego wieku, nadal jest używana w niektórych kontekstach, na przykład na określenie Victoria University w Wellington.

Te Whanganui-a-Tara dosłownie znaczy Wielka Zatoka Tara. Maorysi wierzą, że przed wiekami zatoka nie istniała, ale w wodach ówczesnego jeziora mieszkały dwa taniwha (potężne stworzenia morskie): Whataitai (czasem występujący jako Hataitai) i Ngake. Whataitai mieszkał tam, gdzie obecnie znajduje się zatoka, a kiedyś było jezioro, i był stworzeniem o łagodnym usposobieniu. Natomiast Ngake, który mieszkał nieco bardziej na południe, odznaczał się dość ostrym charakterem. Ngake co dzień słuchał, jak wody Raukawa Moana (Cieśniny Cooka) podążają z szumem na południe, i któregoś dnia postanowił opuścić za ciasne już dla niego jezioro. Najpierw popłynął na północ jeziora, by potem z całym impetem ruszyć na południe, a siła uderzenia była tak potężna, że skały Seatoun (jedna z dzielnic na obrzeżach Wellington) ustąpiły i Ngake wypłynął na otwarte morze. Whataitai pozazdrościł mu wolności i podążył za nim. Niestety, miał pecha. Woda szybko opuściła nieckę jeziora i Whataitai osiadł na mieliznie. Leżał tam bezradnie przez całe pokolenia, aż w końcu wielkie trzęsienie ziemi wypiętrzyło pod nim grunt. Dusza Whataitai opuściła go i pod postacią ptaka Te Keo pofrunęła nad zatoką, płacząc nad losem taniwha. Jego ciało zaś zamieniło się w skały i wzgórza w pobliżu wejścia do zatoki.

Po dziś dzień osada na wzgórach u stóp Mount Victoria nosi nazwę Hataitai, a samą górę Maorysi nazywają Tangi Te Keo (Płacz Te Keo). I to jest jedna z rzeczy, które urzekają mnie w kraju długiej, białej chmury: umiejętność połączenia tradycji "rdzennych" z nabytymi od europejskich osadników. Nie przyszło to od razu, ale jednak się udało.

 

*więcej o Rybie i Mauim możecie przeczytać w artykule Te Ika-a-Maui, czyli jak powstała Nowa Zelandia: http://www.naszanowazelandia.pl/artykuly/23/te_ikaamaui_czyli_jak_powstala_nowa_zelandia/

Podziel się ze znajomymi

Słowa kluczowe dot. tej treści:
Wellington, legenda, taniwha, maori, zatoka, cieśnina, Mount Victoria

Komentarze

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Masz konto na NaszaNowaZelandia.pl? Zaloguj się zanim dodasz komentarz, nie będziesz przez to Aninimem.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się. Trwa to 10 sek.