plusy, minusy

 

Jesteś tutaj: Strona główna | Nowa Zelandia Relacje | plusy i minusy NOwej Zelandii, czyli refleksje dnia 13


plusy i minusy NOwej Zelandii, czyli refleksje dnia 13

Dotyczy wyjazdu z 2011 roku

Dodane: 2011-04-10 | Aktualizacja: 2011-04-10


Dzień trzynasty to dzień nic nie robienia. W drodze do Whakapapa wpadliśmy do Turangi, gdzie znanej już knajpce wypiłam najgorszą w życiu kawę (?) mrożoną. Na campingu okazało się, że prognozy pogody są dobre więc zrobiliśmy rezerwację busa – nie ma innej możliwości dojazdu i powrotu z góry – i zabraliśmy się za nic nie robienie. Hmmm.. w ramach tego trzy razy padł pomysł wyjścia gdzieś na szlak oraz spędziłam godzinę szykując znów normalny obiad. Jakoś ciężko po tak intensywnym czasie po prostu siedzieć - zatem może parę refleksji co do NZ – naszymi oczyma oczywiście – do tej pory. Plusy i minusy.

Podziel się ze znajomymi!

Plusy:

  1. Bardzo zróżnicowany krajobraz – od buszu po wręcz księżycowy teren. Zdecydowanie jest co oglądać i czym się zachwycać.  To mega, mega plus.
  2. Ich stosunek do dbania o środowisko – w byle toalecie jest info o oszczędzaniu wody , segregacja śmieci to podstawa.  System certyfikacji miejsc pod względem dbania o środowisko.
  3. Duzy wybór jedzenia Eko i organicznego za przystępną cenę.
  4. Tania benzyna – jeszcze tańszy diesel J
  5. Fantastyczny stan campingów
  6. Toalety publiczne w dużej ilości, są wszędzie, bezpłatne, czyste, z papierem (on jest i nikt go nie kradnie!)
  7. Tania i dobra kawa – ale nie polecam latte. Podwójne esspreso, ale do tego odrobina mleka z jakimś usztywniaczem chemicznym. Siekiera jakich mało, a ja lubię mocną kawę.
  8. Drogi prawie puste, a ich stan wszędzie jest lepszy niż u nas na nowo otwartym odcinku autostrady
  9. Świetne centra informacji turystycznej -  w każdym mieście i przy każdej atrakcji. Miła, pomocna  i kompetentna kadra, a do tego kopalnia wiedzy na temat regionu czy konkretnego miejsca
  10. Otwarci, zwykle wyluzowani (poza kierowcami) ludzie
  11. wszędzie jest niesamowicie czysto – np. przeszliśmy 20 km szlakiem górskim i nie było ŻADNEGO śmiecia. Nie ma czegoś takiego jak dzikie wysypiska. Na ulicach ludzie mogą chodzić boso, bo nie ma w ogóle śmieci (typu niedopałki czy szkło). 
  12. I tu od JOAN, tylko i wyłącznie na podstawie obserwacji na campingach, w sklepach i na placach zabaw :   inny niż u nas podział ról w rodzinie; tutaj nie ma tak, że mama zmywa, gotuje i  generalnie biega dookoła całej rodziny. Tutaj np. mąż z dzieckiem (nieważna płeć) idzie z naczyniami. Raz na 9 osób gotujących i zmywających w kuchni byłam jedyną kobietą! Widziałam plac zabaw, gdzie tylko ojcowie bawili się z dziećmi. Dzieci mają dużo swobody (czasem jak na nas za dużo, ale to znów przyzwyczajenie niestety), ale tez uczone są dbania o siebie i odpowiedzialności.

 

 

Minusy:

  1. stosunek do zwierząt – pies nie wejdzie ani do centrum miasta, ani do lasu. Stąd chyba tak mało psów w ogóle. Ponieważ uwielbiają polować (MINUS) zwierzęta generalnie pokazują jako szkodniki (nawet jelenie), albo traktują jak przedmiot (np. show z udziałem owiec). Tak, tak – różnica kulturowa, ale do tego dochodzi minimalne życie biologiczne – nie ma prawie owadów, mało gatunków ptaków. Jacek dostrzegł plus: nie ma tu w ogóle bezdomnych,  bezpańskich, porzucanych psów. (ja uważam że dlatego, że tu generalnie nie ma psów).
  2. Większość jedzenia jest konserwowana. Nawet jogurty. Chleb – dobry kosztuje majątek (20 złotych!), tańszy .. to nie chleb … tu rządzą tosty!
  3. Smaczne (plus) ale BARDZO drogie (minus)  jedzenie w restauracjach czy barach.
  4. Każdy kawałek ziemi jest tu ogrodzony. Niby ze względu na owce i krowy pasące się, ale po 3 tys. km ten widok przygnębia. Non – top jedzie się wzdłuż płotów i ogrodzeń.
  5. Dostęp do Internetu w miejscach publicznych – jak nie masz karty kredytowej, by opłacić wi-fi (o ile masz laptopa) , to skazanym się jest na drogi net na monety, gdzie ciężko wysłać załącznik. Albo szukanie kawiarni która oferuje net przy zamówieniu (niełatwe poza wielkim miastem). Albo szukanie kafejki – nam udało się raz, bo akurat na mapce była ich reklama. Campingi reklamują się , że jest owszem Internet, ale nie oznacza to że, bezpłatny J
  6. Mały procent lasów – mniej niż w Polsce, raptem 25 %. Przed pojawieniem się europejczyków to było 95 % powierzchni!
  7. OD JACKA : masa grubych kobiet – o ile nie większość. Ja też się z tym zgadzam, ale nie wiem czy to na pewno z mojego punktu widzenia minus….  J

 CO wy na to? zapraszam do dyskusji o tej liście :)

Nocleg: Whakapapa Village – DOC  Holiday Park, zaraz przy visitor center.

 

Podziel się ze znajomymi!

Komentarze Sortowane od najnowszego do najstarszego

  1. Brak zdjęcia Anomin napisał:
    2011-04-14 o 22:48

    Niezła polemika aczkolwiek troszkę mocno złośliwa.
    Moim zdaniem więcej racji ma Joanna bo przedstawia NZ z punktu widzenia turysty. Bywam w NZ co roku jako tłumacz dla klientów i bardzo mi się ten kraj podoba. Aczkolwiek nie można powiedzieć, że jest tani. Może wypowiem się tylko na temat przyrody bo tym się akurat zajmuje.

    Zaznaczam, że zajmuje się tylko południowa wyspą od Kaikury po Queenstown (Christchurch, Timaru, MtCook, Kurow)....

    ta część kraju jest prawie bezleśna co zauważa każda osoba przyjeżdżająca z PL i nie da się tego nie zauważyć. Inna rzecz jeżeli chodzi o statystyki to definicja lasu. Jeżeli za las jest uznawany busz porastający pagórki to wtedy można przyjąć, że jest całkiem nieźle. Sosny mają niesamowity przyrost i osiągają rozmiary naszych 100 letnich sosen w 40 lat - inny aspekt to użytkowość takiego drewna... aczkolwiek polecam daglezje z Peel Forest ale są na terenie prywatnym i trzeba by z Panem Grachamem zagadać czy można je zobaczyć. W każdym bądź razie większe są tylko w Stanach Zjednoczonych.

    zwierzęta - wszystkie niemiejscowe wyjęte spod prawa. Brak tradycji i etyki łowieckiej - wszystko to szkodniki strzelane bez limitów, sezonów ochronnych, przy użyciu świateł, helikopterów. Oszczędzane sa tylko gatunki miejscowe których jest bardzo niewiele.

    Owady - porównując z PL bardzo ubogo.

    Płoty - na terenach rolniczych wszędzie (płoty dla owiec) co jest dla naszych rodaków bardzo smutnym widokiem.

    To tak tyle na szybko

    Pozdrawiam i do przeczytania
    MP

    PS. Wróciłem tydzień temu ;)

    Odpowiedz
  2. Marcin napisał:
    2011-04-11 o 15:31

    LOL nie ma owadow? ;D to gratuluje, ze jeszcze nie poznaliscie sand flies hahaha i komarow.. ja w kazdym razie w NZ odkrylem loratadyne ;D nie bylo tygodnia, zeby przez mieszkanie nie przebiegl jakis pajak.. no i latem kroluje WETA.. no tak, ale pajeczaki i inne szczekoczulkowce, wije, skorupiaki etc. czyli reszta stawonogow, to juz nie owady ;)

    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080224_Holiday_Road_8#5193106942347082050

    jelenie, to sie w NZ hoduje olbrzymimi stadami na pyszny venison ;D mniam :P

    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070123_CastleRock#5048812465994643730

    malo lasow? to proponuje jednak czasem zjechac z autostrady, bo takiego deszczowego, jak w Taranaki, raczej w PL nie znajdziesz (ze nie wspomne o tej dzikszej Poludniowej) ;)
    jesli to nie jest las, to co to jest?

    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080223_Holiday_Road_7#5193102875013051602
    (a odeszlismy tylko na 5 minut od samochodu, bo lalo niemilosiernie haha)
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080121_New_Plymouth_and_Taranaki#5159549373734288178
    (a wybralismy tylko najkrotsza, spacerowa trase na rozprostowanie kosci)
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080127_Aro_Valley_Bush
    (spacerkiem kilka krokow od centrum Wellington)
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20071125_Wainuiomata#5137105759911798226
    (jesli to nie jest las, to co to jest?? atrapa dla turystow??)
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070331_Central_Park#5187583717703815186
    (moze Puszcza Kampinoska to nie jest, ale za to kilk aminut spacerkiem od centrum Wellington)
    http://picasaweb.google.com/violetta.plazewska/20081113_WaitomoCaves#5272768014041173922
    (to tez do lasu nie podobne ;D)

    a to nad (doslownie) Eastbourne to tez do lasu nie podobne - Jerzy pamietasz? ;D

    http://picasaweb.google.com/violetta.plazewska/20090118_KaitokeRegionalParkEastbourne#5292950917107534322

    malo gatunkow ptakow?? a to dopiero ciekawostka ;D
    200 to moze faktycznie mniej, niz w Polsce (bo az o polowe), ale nie powiedzialbym, ze ptakow jest malo. hehe np. z Karori Wildlife Sanctuary przelatywaly mi dwa razy dziennie nad domem, gdy leciely do Wairarapa i z powrotem ;D ale do wielu rezerwatow dedykowanych ptakom trzeba sie zapisac, zeby zobaczyc (np. na Kapiti) a na niektore wyspy czlowiek ma zakaz wstepu, wiec w ogole nie zobaczysz :)

    w kazdym razie wole tui i kea od warszawskiego golebia.. oczywiscie w Australii wieksze wrazenie zrobi stadko zerujacych na turystach ibisow czy kakadu, ale nie jak kea przy Otira Viaduct ;)

    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070304_The_Trip_South#5048804550369908690
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080219_Holiday_Road_3#5186033668684795874
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080219_Holiday_Road_3#5186033075979308450
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080907_Pencarrow#5397327122297959698' target='_blank'>http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080907_Pencarrow#5397327122297959698
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080907_Pencarrow#5397328684372393602' target='_blank'>http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080907_Pencarrow#5397328684372393602
    http://picasaweb.google.com/violetta.plazewska/20090425_Wrights_Hill_Fortress#5329236075064501314
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080221_Holiday_Road_5#5191233981598972274
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080221_Holiday_Road_5#5191234041728514482
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080220_Holiday_Road_4#5191228518400569602
    http://picasaweb.google.com/violetta.plazewska/20081115_Wanganui#5272773056780902450

    psow nie lubie (szczegolnie takich defekujacych na trawnikach nawet najbogatszych dzielnic Warszawy), wiec tylko sie cieszylem, ze do centrum Wellington wprowadzac psow przez wiekszosc dnia nie wolno (bo i po co ??? szczegolnie w CBD, gdzie malo kto mieszka). nikt nie pozostawi psa bez opieki, bo SPCA sie nim "zaopiekuje", dlatego biegajacych bezpansko nie zobaczysz :) i dobrze :)
    za to kotow jest duzo.. a to czesto znaczy, ze i ptakow jest mniej (co tez mi bardzo nie szkodzi - w koncu to ich naturalny pokarm ;D) i obroncy ptakow nigdy mnie nie przekonaja, chociaz stanowczo wole ptaki od psow ;)

    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20060819_IslandBay_Newtown#5061950505981652178
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20071212_Discover_Wellington#5152578870382904258

    jedzenie na miescie DROGIE??? gdzie???
    moze dla turysty, ktory przyjechal na 3 tygodnie i sciubi i PRZELICZA kazdego centa.. w NZ zjadlem najdrozszy stek za 27 dolarow, dlugo zdziercow zapamietam, ale przynajmniej byl smaczny :D jak ktos chce, to w Crazy Horse znajdzie i taki za 45 i wiecej, ale zazwyczaj mozna znalezc taniej, niz w Warszawie czy gdziekolwiek zwiedzajac Polske.

    jesssuu.. oddam nerke za to, zeby znowu zamieszkac na stale w NZ i zjesc cos indyjskiego z Khana Khazana za 30 dolarow za dwie osoby, a nie za 100 zl, jak w Warszawie.. gdzie dorzucaja mrozonki Hortexu i kiszona kapuste do kazdej potrawy (ostatnio jak nam w Warszawie dali kiszona kapuste do indyjskiego zarcia, to szczeki nam opadly do kolan!).. ze nie wspomne o Nando's, Hell Pizza i tak szerokiego wachlarza potraw azjatyckich, ze slinka mi cieknie na sama mysl np. o mongolskiej restauracji albo pysznym satay beef.. a znajdz w Warszawie sos teriyaki taniej niz 15 zl za maly flakonik..

    http://www.e-piotripawel.pl/zakupywarszawa/sos-sojowy-kikkoman-teriyaki_ps-215659-27.html

    (tu dluga pauza, bo jeszcze dochodze do siebie)

    drogie?? raz zaprosilismy do indyjskiej znajomych. 6 osob najadlo sie z napojami za ok.100 dolarow.. jesli cos podobnego mozna znalezc w Warszawie, to zwracam koszt zaproszenia.

    jesli mam do wyboru wyjscie do kina w NZ i w PL, to wybieram NZ.
    wtorek w Regent to bylo 7 dolarow, 12 dolarow wielki talerz Iskender na przeciwko w Abrakebabra, albo 14 dolarow w Reading plus duzy talerz w tajskim bistro na dole za 11. jakby tego nie liczyc, to 38 dolarow za dwie osoby w opcji tanszej i 60 dolarow w opcji drozszej.. to nadal mniej, niz w Warszawie - nawet przeliczajac waluty, a nie biorac pod uwage PPP. bilet w Mutlikinie 22zl-33zl, popcorn 16zl za prosty zestaw z mala cola.. i co tu zjesc? pozostaje WiesMac, (jedyna kanapka w Polsce, do ktorej wloza swieze warzywa wobec kilkunastu w tym samym koncernie w NZ) i dwie osoby wychodza z niesmakiem, bo jeszcze sie okazalo, ze film byl (beznadziejnie) dubbingowany :(

    oddam kazda pizze z Warszawy (od 3 do 5 skladnikow) za dwie duze z 8 skladnikami za 14 dolarow sztuka w Hell Pizza..

    tesknie za jedzeniem z NZ i jak czytam taka propagande, to serce mi sie kraje..
    dynia i kumara, za ktorymi nie trzeba jezdzic po calym miescie (ostatnio nawet w Piotrze i Pawle nie mili dyni i ostatnie dwa "slodkie ziemniaki" powyzej 15zl/kg - to jest dopiero DROGO!) tosty? przynajmniej nie zachodza plesnia nastepnego dnia.. a pieczywo trzeba umiec sobie kupic - tanie, nie z supermarketu, smaczne.. tylko trzeba odkryc francuska albo niemiecka piekarnie ;) w PL 90% pieczywa nie nadaje sie do jedzenia z baltonowckim na czele.. wiec nie wiem, za czym tu tesknic?? niektorzy to nawet dobre w domu robia ;)

    w PL jedzenie jest przesolone, przeslodzone, konserwowane octem.. od 2 lat nie moge znalezc dobrej musztardy, ketchupu, pizzy!!! soki (2L kartony) odstawilismy, bo nawet rozcienczane sa za slodkie.. za to herbate znowu zaczalem dosladzac jedna lyzeczka cukru, bo inaczej nie wchodzi (a juz tak dobrze bylo w NZ), owoce przemrozone w supermarketach - podobnie jak sery plesnieja w ciagu nocy.. znalezc ananasa wiekszego niz pilka tenisowa, niesfermentowanego (chociaz niedojrzaly z zewnatrz), przemrozonego i taniej niz 8 zl mozna szukac ze swieca..

    WiFi w NZ w miejscach publicznych jest platne, bo internet jest stosunkowo drogi i limitowany. w Australii jest jeszcze drozej (az lapalem sie za glowe, jak Australia zdziera na kazdym kroku), ale szybko odkrylismy, ze po zachodniej stronie tasmana trzeba nocowac w motelach - wtedy cena nizsza, standard wyzszy i internet za darmo ;)

    nie trzeba nadmiernej wyobrazni, zeby sobie wyobrazic czemu w NZ internet jest drogi zwazywszy, ze jest tylko ok 3mln uzytkownikow (co wciaz stanowi wiekszy procent, niz w Polsce) a przeciagniecie kabelka pod oceanem miedzy Australia, NZ i Hawajami nieco kosztuje.. szczegolnie, gdy Telecom NZ oplaca 50% inwestycji ;)

    kazdy kawalek ziemi ogrodzony? to gdzie wy byliscie?? jak sie czlowiek chce wloczyc po prywtanym terenie farmerow, to ma ogrodzenia.. ani jeden park w Wellington nie ma ogrodzenia, jak Lazienki. a nie przepraszam, Central Park ma z jednej strony brame i podobnie Botanic Garden od strony ambasady chinskiej, ale najwyrazniej pozostaly z czasow, gdy mury i ploty jeszcze byly ;D kolejne parki w Warszawie maja byc ogrodzone. niedawno czytalem plan zagospodarowania pewnego osiedla i park, ktory od 100 lat stoi otworem, ma zyskac ogrodzenie i ma byc zamykany na noc..

    to chyba dobrze, ze zwierzeta hodowlane sa odgrodzone od szosy kawalkiem drutu, nie?

    mnie bardziej przygnebia, ze nie da sie przejsc przez polowe Ursynowa w Warszawie, bo nie dosc, ze kazdy blok ma swoje ogrodzenie, to nawet widzialem przylegajacy do przychodni bezuzyteczny trawnik wiekosci boiska szkolnego - bez ani jednej furtki. moze mi ktos powiedziec, jaki jest sens odgradzania czegos takiego od ludzi?
    a w dziczy? gdzie widzisz ogrodzenia w Tongariro, Taranaki, Northland, Arthur's Pass, Cape Foulwind?? wszedzie tam, gdzie nie ma prywatnych terenow farmerskich??

    moze jestem slepy, ale ja nie widze ogrodzen:
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20080907_Pencarrow
    http://picasaweb.google.com/violetta.plazewska/20090125_LakeFerry_Ngawi_CapePalliser_Martinborough_Greytown#5295348984018842850
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070223_The_Trip_North#5048797347709747074
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070223_The_Trip_North#5048797313350008642
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070304_The_Trip_South#5048804589024614402
    https://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070304_The_Trip_South#5048804662039058530
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070304_The_Trip_South#5048806478810227266
    http://picasaweb.google.com/marcin.plazewski/20070304_The_Trip_South#5048806667788788546

    ale OK. kazdy ma swoje odczucia, dlatego wlasnie warto odkrywac po swojemu, a nie czytajac cudze relacje :)

    PS administratorze: forum dziala beznadziejnie. nie trzyma sesji, nie zawsze pokazuje "kod z obrazka". wywal duplikat, szczegolnie jesli wejdzie anonimowy ;)

    • Ralf napisał:
      2011-04-12 o 11:11

      Aż mi się nie chce komentować. Z nie wszystkimi "plusami i minusami" się zgadzam, ale Twoja wypowiedź jest po prostu śmieszna i świadczy o tym, że byłeś w NZ krótko i zwiedzałeś zapewne kąty swojego pokoju.

      P.S. W Nowej Zelandii ogrodzone są nawet lasy (sic!)

    • Marcin napisał:
      2011-04-12 o 12:56

      tak, siedzialem tylko w domu, a kilkadziesiat tysiecy zdjec i kilkanascie godzin filmu zrobilem swoim czterem scianom :D

    • Marcin napisał:
      2011-04-12 o 12:58

      a z tym, ze bylem krotko musze sie zgodzic. stanowczo kilka lat to ZA KROTKO. ale obiecuje sobie, ze jeszcze przynajmniej kilka lat w NZ pomieszkam ;)

    • JOanna napisał:
      2011-04-12 o 13:40

      marcinie - przebrnęłam przez Twój post i pomiędzy LOLami i masa linkow wylapalam odpowiedz.
      a wiec :
      1. nie pisalam ze nie ma lasów. sami ostro po nich chodzilismy.
      napisalam że lasów jest % mniej niż w Polsce to 28 % , w NZ - 25%.
      napisalam ze bylo 95 % i bylo to w kontekscie dewastacji srodowiska przez europejczykow.

      2. bardzo nieładnie wyrażasz sie o turystach. wyobraz sobie ze dla przecietnego małżeństwa taki wyjazd to spory wydatek. sama podroz , camper, paliwo, jedzenie , wstepy to koszt ok. 25 tys. złotych. zatem obiad dla dwoch osob za 50-70 dolarów to duzo. duzo, aby tak zywic sie na co dzien. nie sciubiłam kasy, wydaliśmy nasze dwuletnie oszczędności do zera i bez zalu. ale jedno to ściubić a drugie to szastać. jak pisalam lista jest obiektywna i dla mnie w momencie gdy nocleg kosztowal mnie 30 $ za dwie osoby, a 1 obiad tyle samo - wybieram nocleg.
      zyłes sobie tam, miales ich pensje a z lekcewazaniem wypowiadasz sie o polakach dla których taki wyjazd to spore wyrzeczenie finansowe. nieładnie.


      3. zwierzeta- czy ja dobrze czytam ze ty piszesz o rezerwatach czy specjalanych strefach? moj maz jest z wykształcenia biologiem, ktory od 20 lat zajmuje sie przyroda polska i to bylo jego spostrzezenie, czysty samochod tylko to potwierdzil.

      4. jak pisalam nizej - niestety nie zalogowalam sie - odzywiamy sie bardzo zdrowo. od lat nie jadam chleba baltonowskiego, chleb razowy PRAWDZIWY. i takie tutaj kostzuje ponad 20 złotych. no ale raz jeszcze powtorze - smak kwestia indywidualna. natomiast skład produktów jest faktem, gdyż czytam skład wszytsjiego co kupuje w polsce, tak samo robilam tam i trafienie na cos bez konserwantow graniczylo z cudem.... czytam i czytam i czy naprawde wyobrazasz sobei ze jak ktos ma 3 tygodnie w NZ bedzie szukal malych piekarni w miejscach znanych tylko mieszkancom?

      5. co do polemiki z ogrodzeniami - no comment. niech moze wypowiedza sie ci co zjeździli ją auem, a nie siedzą w mieście. mam wrazenie ze porownujesz warszawa - wellington/ auckland. ja porownuje kraj - kraj

      Ciesze się z polemiki :) ale mógłys może w bardziej przejrzysty sposób i grzeczniej argumentować

    • Marcin napisał:
      2011-04-12 o 15:49

      JOanna:

      1. jak Jerzy slusznie zauwazyl, 30% obecnego zalesienia NZ to wyzszy procent niz w Polsce. moze masz nieaktualne dane albo bardzo chcesz sie klocic o 2-3% :D
      las jest inny ze wzgledu na rozne strefy klimatyczne, wiec moze dlatego go nie dostrzegasz.. a moze czasem wyjdz z auta ;)
      przed Europejczykami las karczowali juz Maori, kilka gatunkow zwierzat tez wybili przed Europejczykami. ale mniejsza o detale..

      2. moze i nieladnie, ale od lat czytam komentarze roznych ludzi od takich, co pojechali do NZ fotografowac smiecie w celu pokazania "prawdziwego oblicza NZ" (i narzekali, ze polska wodka kosztuje az 38 NZD a Zywiec prawie 10!!!), po takich co "turystycznie" spedzali tam sezon letni pracujac nielegalnie i.. grzebiac w smietnikach (nawet tkaie zdjecia wrzucali na fora, jak grzebia w smietnikach), opowiadajac, jakie jedzenie dla psow jest najtansze i najsmaczniejsze, skad policja nie wyrzuci, gdy zatrzymasz sie na noc (parking, lawka, poczekalnia etc.) lub postanowisz w srodku miasta oddac mocz..

      po latach cierpliwosc naprawde ma swoje granice.
      i jak tego samego dnia w relacji Ralfa przeczytalem, ze bilet do Te Puia kosztuje 120 dolarow i to jest "cena dla turystow, bo miejscowych na to nie stac", to naprawde trudno zachowac grzecznosc i opanowanie.. szczegolnie, ze wystarczy wejsc na strone Te Puia i sprawdzic, ze za 54 dolary (po pazdziernikowej podwyzce GST cena zmienila sie o niecale 4 dolary) wejdziesz do marae i "tance ludowe" zobaczysz. a teraz kwestia obiadow za 70 dolarow.

      a jesli 2 lata odkladalas na ten wyjazd, to warto sie zapoznac z cenami (mozna przez internet przed wyjazdem planujac wyjazd - ale na polskich forach, gdzie przeczytasz, ze bilet do Te Puia z wliczonym wystepem w marae kosztuje 120 dolarow a obiad 70). nie mow mi, ze ja nie szanuje Twoich pieniedzy, jesli sama ich nie szanujesz.

      jesli pojechalas na kilka tygodni z nastawieniem na "atrakcje" a nie jedzenie, to chyba trzeba zaczac od obniezenia wymagan, nie?

      byli tacy, ktorzy wiedzieli lepiej, za ile jadlem w NZ na miescie i negowali moj cennik, zarzucajac mi, ze Nando's to nie restauracja, chociaz ma kelnerki, ale nie ma obrusow na stolach ;D no coz.. naprawde mozna tam zjesc dobrze i smacznie placac max 30 dolarow za dwie osoby. nie lubisz piri-piri? OK. na przeciwko, troche na lewo, jest pyszna kuchnia tajska i chinska.. nie lubisz? OK. na tylach masz Masala, gdzie zjesz najlepszy butter chicken.. chyba, ze pojedziesz do Brooklyn - tam zjesz jeszcze lepszy. nize zaplacisz 15 dolarow za porcje. ryz doniosa gratis, wiec masz kilka dolarow, zeby sprobowac pysznego Kingfisher, ktorego prozno szukac w PL. nie lubisz? OK. gdzie znajdziesz duza pizze z 8 skladnikami za 14 NZD w Warszawie?? oddam nerke za kazda pizze z Red Tomatoes, Hell Pizza i tej malenkiej pizzerii w Eastbourne, gdzie klada swieza bazylie na najlepsza pizze po tamtej stronie zatoki.. ze nie wspomne o tej z Greytown, na ktora warto poczekac w uroczym wystroju wnetrza :)

      ale jak nie masz pieniedzy, bo zbieralas na wyjazd 2 lata, to w kazdym - nawet najmniejszym miescie mozna zpytac, gdzie jest food court, gdzie w porze lunchu najesz sie do syta za kilka centow. zawsze mozna pojsc do tourist information i spytac o budzetowe knajpki. naprawde bylem chyba w innej NZ, niz Ty.

      pekniesz a nie zjesz wszystkiego za 12-20 dolarow! nie wiem, po jakich restauracjach chodzilas, ze widzialas tylko ceny 70 dolarow za obiad, ale to nie moja wina, ze taki masz standard. jak powiedzialem, jest w Wellington Crazy Horse, gdzie steak kosztuje dwa razy tyle, co wszedzie (od 50 dolarow w gore), ale wszedzie zjesz go za ok. 26 dolarow - nawet jesli to dinosaur steak w Tauranga :) domysl sie jakiej wielkosci jest talerz, z ktorego ju zsamymi salatkami bys sie przejadla :)

      i tu wazna uwaga. NIKT w NZ nie zabierze Ci Twojego jedzenia bez pytania, czy zapakowac na wynos, wiec dostaniesz jeszcze najczesciej darmowe opakowanie, zeby sobie zjesc ten obiad w bardziej uroczym miejscu za miastem.

      nawet nie doszedlem do kuchni greckiej, wloskiej, niemieckiej... olbrzymiego wyboru azjatyckiej i kazdej innej, ktorej w Polsce nawet ze swieca nie ma co szukac.

      NIKT Ci nie kaze jesc za 70 dolarow. szczegolnie, gdy przeliczasz inna walute na NZD. ja zarabialem w tej walucie i w zyciu bym tyle nie zaplacicl za jeden posilek. kilka razy zaplacilem tyle za dwa - no czasem trzeba pojsc do drozszej restauracji ;) bardzo pyszny obiad na miescie mozna zjesc juz od 12 dolarow za duza porcje.
      ale fakt. mieszkalem kilka lat w Wellington, a to specyficzne miasto, gdzie podobno na glowe mieszkanca przypada najwiecej restauracji i kawiarni w NZ, a niektorzy mowia, ze na swiecie ;) ale i w innych miastach moge polecic miejsca, gdzie umrzesz, a nie zjesz np. dinosaur steak w Tauranga pozniej 30 dolarow za wielki talerz albo Gengy's w Rotorua, gdzie za zryczaltowana (jak to w mongolskich restauracjach) $29 mozesz probowac wszystkiego az pekniesz lacznie z deserami..

      na noclegach nigdy nie oszczedzalismy. milo wspominam nocleg w woolshed na sienniku w spiworze, ale to byl taki spartanski wyjazd na lono natury ze znajomymi.
      natomiast za pokoj dwuosobowy w sieci Holiday Parks (ekwiwalent Big4 w Oz, gdzie ceny sa z kosmosu) placilismy srednio $60 za noc w osrodku ze wszystkimi wygodami. jak wyrobisz sobie za pierwszym razem karte na 10% znizki, to zaplacisz 54 juz pierwszej nocy. to nic nie kosztuje, a dorzucaja mapke, gdzie mozesz spedzic nastepny nocleg.
      ani razu nie spalem w wieloosobowym pokoju w backpackersach, w ktorych tez bralismy pokoje 2 lub 4 osobowe, jesli z goscmi lub przyjaciolmi i zawsze placilismy podobna cene od osoby.

      nie obraz sie, ale 25tys zl za dwie osoby na kilak tygodni? to sporo.
      policzylem, ze miesiac w drozszej Australii, ze spaniem w okolicach 100 dolarow za noc, wynajeciem samochodu na ponad 3 tygodnie (4200 km) i przelotem - nie zaplacilibysmy wiecej, niz 18tys. zl. mowie o drozszej od NZ Australii. mowie orientacyjnie, bo w Oz bylismy po drodze z NZ do Europy. wydalismy tam 4tys dolarow (z czego 1tys za samochod), drugie tyle bilety lotnicze. nawet dokladnie 4tys, bo tyle wrzucilismy na kredytowego prepiada. z atrakcji bylismy na rodeo, nurkowaniu na rafie, muzeach, akwarium, zoo, kinach, wiezy, monorail etc. wszedzie kupujac zdjecia, gdzie nie mozna bylo robic wlasnych. zostaloby jeszcze na 3 dni w Londynie, ale musialem doplacic, bo nocleg na Piccadilly jest chyba najdroszy na swiecie, ale za to blisko wszedzie ;)

      jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz. 25 tys zl kosztuja wycieczki przez biuro podrozy.. w zyciu bym tyle nie zaplacil i nie wybral biura podrozy.

      3. przed chwila rozmawialem z przedstawicielem WWF, ktory zajmuje sie akcja odtworzenia populacji rysi w Polsce, ktora obecnie wynosi 170 sztuk. sprowadzaja rysie m.in. z Estonii, gdzie jest ich 900 do rezerwatu w Puszczy Piskiej.. i TYCH JEST MALO, a ptakow, owadow i bydla hodowlanego jest w NZ duzo. widzialem na wlasne oczy. tymczasem rysia jedynie wypchanego. jesli mialas na mysli moa, to tych ptakow jest malo w NZ. kilka wypchanych :) moj samocho dbyl ciagle brudny, bo ptaki z drzewa go nie oszczedzaly ;) o owadach na atrapie po kilku dniach podrozy nie wspomne.. zona powiedziala, ze moge pokazac jej zdjecia, gdy byla pogryziona przez sand flies, al emysle, ze uwierzysz na slowo, ze owady, ptaki inne zwierzeta sa w NZ. oczywiscie w takim stopniu, w jakim pozwala na to historia, geografia i biologia miejsca.

      4. podrozowalem rowniez po NZ jako turysta (podczas weekendow i urlopow). na poczatku zabieralismy ze soba zapas jedzenia, zeby bylo taniej. pozniej okazalo sie, ze ani taniej, ani smaczniej.. i wszedzie udawalo sie znalezc smaczne jedzenie. no chyba, ze nam si ebardzo spieszylo, wtedy przydawal sie zapas, ale z czasem zaczelismy ten zapas przywozic ze soba, a pozniej wrecz nie zabierac. nie jestm maniakiem zdrowego zywienia, ale lubie zjesc smacznie (bo po co pakowac do zoladka byle co?). jesli mam porownac kuchnie NZ i PL jeszcze raz to prosze. bez wahania jestem spakowany nawet dzis i jade na obiad do NZ.

      5. zjezdzilismy w NZ 3 samochody - kilkadzisieat tysiecy km, kilkadziesiat tysiecy zdjec, kilkanascie godzin filmu. ale masz racje, niech sie wypowiedza ci, ktorzy zjezdzili ja autem.. w dwa tygodnie.

    • JOanna napisał:
      2011-04-12 o 22:43

      Bardzo ciesze sie Marcinie iz moja subiektywna lista dala ci pole do intesywnej tworczosci i mozliwosci pochwalenia sie swoim jedynym i oczywiscie slusznym spojrzeniem na NZ bo tam mieszkasz czy mieszkales.

      gdybys marcinie czytal ze zrozumieniem, to zwrocilbys uwage na tytul, gdzie pokreslam ze to refleksje po 13 dniach, i ze nie uwazam sie za zadnego eksperta ale patrze na tan kraj jako turysta. gdzies pisalam inaczej?

      piszesz i piszesz, a moze warto momentami sie zatrzymac i zastanowic na co odpisujesz, a nie bic piane.
      o lasach czytalismy sporo w muzeum w Te Papa - sadzisz ze podaja nieprawdziwe informacje? uzupelnialismy je w DOC, zwlaszcza w Whakapapa. juz pisalam ze moj maz jest biologiem i takie kwestie bardzo go interesuja. zwlaszca aspekt wplywu na srodowisko tak gwaltownego wykarczowania terenu.

      raz mi piszesz ze ściubiłam kasę, raz ze wyalam za duzo. zdecyduj sie. jesli uwazasz, ze 25 za dwie osoby na 3 tygodnie z przelotem to duzo, to mam poczucie ze

    • JOanna napisał:
      2011-04-12 o 22:47

      cd.
      to mam poczucie ze jednak to nie moja wiedza jest uboga.
      ale to troche tak jak z chwaleniem sie ile to kilosow zrobiles i rownoczesnym nabijaniu sie, ze napisalm ze wszystko jest ogrodzone....
      raz jeszcze ciesze sie iz mogles blysnac swoim experctwem. i wiesz co cie rozni pomimo mieszkania w NZ o rodowitych NZ? Oni nie odnosza sie z pogarda do i o turystach.

    • Ralf napisał:
      2011-04-13 o 00:03

      Zgadzam się całkowicie z Joanną. Marcin, brzmisz jak przeciętny sfrustrowany Polak, który robi wszystko, żeby anonimowo w sieci pochwalić się tym, że był w Nowej Zelandii, zarobił kupę kasy i jest najmądrzejszy a w ogóle to powinno się go wybrać ambasadorem NZ w Polsce, bo on przecież jest taki i siaki.
      Może ja mieszkam w NZ tylko rok, ale mieszkam aktualnie i mogę stwierdzić, że w wielu, naprawdę wielu tematach po prostu zmyślasz, żeby zwrócić na siebie uwagę.

    • Marcin napisał:
      2011-04-14 o 16:24

      JOanna i Ralf:

      nie chwale sie ile "kilosow" zrobilem, ani ile zarobilem w NZ pieniedzy (ke?), ale Ralf sugerowales, ze zwiedzilem jedynie cztery sciany w NZ i w zwiazku z tym moje pojecie o tym kraju nie jest tak duze jak Twoje, czy JOanny. moze faktycznie ironicznie to skomentowalem, ale jesli ktos w ten sposob chce zdyskredytowac adwersarza w rozmowie, to czemu mam mu szczedzic ironii?

      anonimowo? przeciez wystepuje pod imienim i nazwiskiem. zakoncz prosze te osobiste wycieczki, bo mi nic nie ujmujesz. wiem ile bylem w NZ i co widzialem. statystycznie rzecz ujmujac wiecej, niz nie jeden krotkoterminowy turysta.

      powiedzialem Ci. nie pisz wiecej takich bzdur, a nie bedziesz czytal moich krytycznych uwag, na ktore najwyrazniej nie jestes odporny, bo zaczynasz od atakow ad personam o siedzeniu w fotelu, wyrzucaniu frustracji etc. ja tylko napisalem, ze nie ma takiego biletu, jak za 120 dolarow do Te Puia i nie jest prawda, ze jest to za duzo dla miejscowych, ale juz w sam raz dla turystow. jesli tak kurczowo sie trzymasz tej uwagi, to podwazasz cala tresc swojej relacji - szczegolnie atakujac moja osobe argumentami probujacymi pokazac, ze Ty byles w NZ, a ja pewnie nie :) o Twoim spolszczaniu nazw wlasnych nie wspomne, bo ni ejestes w tym osamotniony i zreszta to osobny temat.

      nie, nie czuje powolania, zeby byc ambasadorem NZ, ale czuje zwiazek uczuciowy z tym miejscem i reaguje, jak kazdy, kto czyta bzdurki na temat czegos, co poznal na tyle, by wiedziec, ze sa to bzdurki.

      to przykre, gdy biolog po 13 dniach w NZ zauwazyl malo lasow, owadow (tylko tych, czy moze w ogole stawonogow?), ptakow etc. ja bym powiedzial, ze NZ jest wielokrotnie bardziej eco niz Polska, ale OK. masz racje. nie kazdy ma identyczne odczucia, tylko jesli moge miec do Ciebie prosbe. pomieszkaj tam chociaz rok (idz wreszcie do restauracji, gdzie zjesz niedrogi smaczny obiad!) i za rok przeczytaj swojego posta i powiedz mi, ze nadal chcesz, zeby ludzie szukajacy informacji o NZ chcieli czytac takie posty. pamietaj, ze ludzie nie zwracaja uwagi na to, ze napisal te liste ktos, kto byl w NZ tylko 13 dni, ale ktos, kto w ogole byl w NZ przed nimi.

      taka uwaga. staz nie ma znaczenia. po 13 dniach mozna zaobserwowac trafniej niz po kilku latach. wspominalem o czlowieku, ktory mieszkal w NZ 6 lat i twierdzil tak smutne rzeczy o NZ, ze naprawde szkoda przytaczac. ale on byl tak zawiedziony, ze gdy tylko dostal paszport, to z NZ wyjechal. zdarza sie. no coz.

      tymczasem moge sie zalozyc, ze gdybym po 13 dniach w Polsce napisal podobna liste o Polsce, to Polacy by mnie ukrzyzowali ;)

    • JOanna napisał:
      2011-04-14 o 18:02

      Marcinie, po pierwsze cenie sobie ironie, ktora dla mnie nie zawsze ma na celu dyskredytację, ale odrózniam ja od poczucia wyższości. co radze i tobie
      po drugie powtorze - czytaj ze zrozumieniem. chyba 3 razy juz pisalam ze nie chodzi o to ze nie widzialam lasu bo spedzilismy tam znaczna czesc czasu, ale że WYKARCZOWANO PRZEZ 200 LAT 70% TEGO CO BYŁO. ze ku naszemu zaskoczeniu % jest mniej niz w polsce.
      a co wspolnego ma to z byciem eko? nie wiem. bo czy gdzies napisalam ze NZ nie jest eko? jest i to bardzo, w porownaniu z polska w ogole. ale tu niestety wiekszosc z nami wygrywa.
      zatem - przeczytaj 3 razy i sprobuj zrozumiec, zamiast szydzić.
      wiedzy mojego męza nie musze ci udowadniac.

      i na koniec - bylam tam 3 tygodnie, co podkreslam , a relacja jest z dnia 13 co widac. zatem mam prawo oceniac to tak jak widze po tym czasie! po co to dyskredytujesz? to moja obserwacja a nie roszczenie sobie praw do tytulu znawcy roku w zakresie NZ.

      Nie zgadzam sie z toba co do obserwacji turystow- sama co roku goszcze ludzi z innych krajow w polsce. i ich spojrzenie na moje miasto zawsze jest dla mnie inspirujace, czesto to oni je odkrywaja od innej strony niz rodowici mieszkancy. i przyznam iz ja czulam sie fantatsycznie w NZ, bbo mialam poczucie ze ludzie maja luz i wiele turystom wybaczaja. Szkoda że ty chwalac sie swoim stazem tam, akurat tej cechy nie przejąłeś.

    Odpowiedz
  3. Brak zdjęcia Jerzy napisał:
    2011-04-11 o 11:33

    Mieszkam tu ponad 2 latai i wcale nie uważam, że żarcie jest tak bardzo konserwowane. Jeśli mam być szczery, to żarcie z popularnych "marketów" jest znaczenie lepszej jakości i smaku niż z maketów polskich. Mówię o jedzeniu lokalnym oczywiście. Baranian np. jest najlepsza na świecie, wołowina niewiele jej odbiega. Jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że nie ma prawdziwej zimy, a zwierzaki pasą się trawką non stop.
    Jeśli chodzi o sadełko kobiet - mója opinia może być nieobiektywna, jako, że mieszka w Wellington. Tutaj dziewczyny są generalnie szczupłe i wysportowane - aż miło popatrzeć.

    • Redakcja napisał:
      2011-04-11 o 11:45

      Baranina lokalna oczywiście jest wypas, miałem na myśli tą która dociera po kilku tygodniach do nas ale to nie wina baraniny a jej transportu, na południe od Hahei jadłem najlepszego jak dotąd bugera z baraniny z peklowanym czerwonym burakiem :) Polecam rewelacja

    • Marcin napisał:
      2011-04-11 o 13:07

      100% racji Jerzy :)

    Odpowiedz
  4. Redakcja napisał:
    2011-04-11 o 11:13

    jedzenie konserwowane bo przebywa długą drogę żeby się tam znaleźć, specyfika kraju na końcu Świata. My od nich dostajemy "konserwowaną" baraninę która wg kucharzy do niczego po podróży się nie nadaje a mimo to w sklepach jej pełno a nasza, wysokiej jakości baranina jedzie jako żywiec do Włoch. Co do internetu to ciągną go po dnie oceanu z USA więc jest jaki jest :) Faktycznie lasów mało, białe zło je wykarczowało :) A grube kobiety to tendencja bliskości USA :) my jesteśmy daleko a mimo to fale tsunami grubości już nas zalewają, wystarczy popatrzeć na dzieci w szkole, kwestia jednego pokolenia.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby:
otrzymać powiadomienie o odpowiedzi na komentarz Twój i innych. Nie wypadniesz z konwersacji.
komentarz pojawił się natychmiast na stronie
komentarz nie musiał oczekiwać na moderację
nie musieć przepisywać kodu z obrazka

Komentarze niezgodne z regulaminem oraz uznane za reklamowe usuwamy bez powiadomienia.

na górę


Zapisz się i Ty i zgarnij super niezpodziankę!



Holidaycheck

* Serwis nie ponosi odpowiedzialności za publikowane przez użytkowników treści. Treści są własnościa Autorów. Zgłoś nadużycie Administratorowi.