prysznic camping podróż samochodem po nowej zelandii camper jezioro Waikaremoana

 

Jesteś tutaj: Strona główna | Nowa Zelandia Relacje | Bardzo praktyczne aspekty życia na campingu i podróży po New Z.


Bardzo praktyczne aspekty życia na campingu i podróży po New Z.

Dotyczy wyjazdu z 2011 roku

Dodane: 2011-02-04 | Aktualizacja: 2011-02-08


Czy da się wziąć prysznic w 5 minut? Jaka jest tak naprawdę różnica między styczniem tu a w Polsce? Czy NZ roads są nudne? te i inne refleksje na podsumowanie dnia ...

Podziel się ze znajomymi!

A więc od 2 dnia tutaj budzę się najpóźniej o 6 rano. Po pierwsze –chyba szkoda mi czasu na spanie. Po drugie – bo jak nie ma całej tej cywilizacyjnej otoczki, to żyję bardziej w zgodzie z naturą (więc chodzę spać najpóźniej o 22, a wstaję razem ze słońcem). Po trzecie – budzenie się gdy tak pięknie śpiewają ptaki lub widać ocean za oknem – bezcenne….
Dziś doszedł kolejny powód – prysznic, do którego wczoraj była oczywiście  niezła kolejka. Jak słusznie założyłam, o 6.30 rano raczej tłumów nie ma.   Swoją drogą - ciekawie mieli rozwiązaną kwestię oszczędności wody i czasu podczas kąpieli – otóż wchodząc, trzeba było nacisnąć guzik NA ZEWNĄTRZ  i od tego momentu miało się  5 minut sam na sam z ciepłą wodą. Po tym czasie była tylko zimna. I w praktyce to powodowało, że oczywiście każdy wolał skończyć się myć w 5 minut, niż ubierać, być znów wyjść na zewnątrz i nacisnąć guzik J Sama tego doświadczyłam, moje tempo mycia było naprawdę niezłe i dokładnie w ostatniej chwili zmyłam ostatnią piankę mydłową z mojego ciała.
Dziś też zauważyłam, że posiadanie domu na kółkach bardzo wzmaga gospodarność i dbanie o porządek. Codziennie rano łóżko musi być sprzątnięte, bo zajmuje całą powierzchnię i inaczej nie można się ruszyć. Po śniadaniu wszystko MUSI być umyte i posprzątane, gdyż inaczej w czasie jazdy będzie latać (dosłownie) po całym „domu”. Dnia piątego doszliśmy  do całkiem niezłej wprawy w podziale obowiązków i organizacji naszej małej przestrzeni. Przed ruszeniem w drogę było tak czysto, jak chciałabym, aby było u nas w domu na co dzień J
I znów ciekawostka: na wszystkich campingach obowiązuje zasada, iż o 10 należy bezwzględnie opuścić je, jeśli kończy się wykupiona doba.  Po oporządzeniu całości zostało nam 40 minut do wyjazdu – właśnie do owej 10.  I moja refleksja poranna: czym się różni życie w Łodzi od pobytu tutaj i teraz? W domu wieczorem lub rano co najwyżej wychodzę na spacer z psem, z czego on cieszy się bardziej niż ja. Tutaj wychodzę  z wielką radością na poranny spacer po plaży razem z mężem – z czego mam nadzieję oboje cieszymy się tak samo. W domu było dopiero co minus 20 – tutaj jest plus 20. No i w końcu nigdy wcześniej nie miałam na plażę 30 sekund,  więc grzechem śmiertelnym byłoby tak nie zacząć dnia.
Dzisiejszy dzień upłynął nam pod znakiem przemieszczania się autem. Pojechaliśmy nad jezioro Waikaremoana (uwielbiam te nazwy nie do powtórzenia). Trasa znów długo trwała, te same powody co zawsze. Jechaliśmy 6 godzin, najpierw ja prowadziłam – aha, nie wiem czy pisałam już, że nauczyłam się –z czego jestem bardzo dumna-  prowadzić a) campera   b) z automatyczną skrzynią biegów c) kierując w ruchu lewostronnym?
 
A więc na początku ja prowadziłam, zaczęłam przysypiać, bo jazda tutaj to taka nuuuda:  pusta droga, żadnych kolein, żadnych dziur, żadnych ukrytych fotoradarów, żadnego uważania na policję, jedzie się autem, które i tak nie przekroczy – bo nie ma mocy - dopuszczalnej setki na godzinę, dookoła żadnych kierowców którzy pchają się na trzeciego albo walą na czołówkę. No nic się nie dzieje. Zmieniłam się za kierownicą z Jackiem i sama poszłam (nie wiem skąd to zmęczenie?) w słodką drzemkę. W czasie pobudek obserwowałam masę owiec, które ogołociły połacia gór – całe wzgórza były gołe od trawy i z daleka widać było tylko większe białe punkty (nieogolone owce)  lub mniejsze białe punkty (owce ogolone) w ilościach hurtowych. Co ciekawe wcześniej widziałam tylko krowy –   ich większą liczbę tutaj, niż   krów pasących się na wolności w Polsce. Generalnie niesamowicie zróżnicowany jest tu krajobraz.
 
W końcu dojechaliśmy nad nasze jeziorko – gdyby tu nie było miejsca, powrót na camping inny zająłby 1,5 godziny ;/  Na szczęście bez problemu się udało i o ile wtedy miejsce dostaliśmy tuż nad oceanem, teraz tuż nad jeziorem! Jacek zaliczył pierwszy spacer nad  przepiękny wodospad Anawadiwa i potwierdziła się założona przez nas wczoraj już opcja – warto zjeżdżać z wyznaczonych w przewodnikach komercyjno – turystycznych szlakach, bo można znaleźć masę pięknych przyrodniczo terenów, które nie znajdą się nigdy w takim katalogu. I chyba zresztą nie potrzebują takiej reklamy, a kto ma trafić to trafi.
 
Nocleg:  Camping nad jeziorem Waikaremoana
 


Podziel się ze znajomymi!

Komentarze Sortowane od najnowszego do najstarszego

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby:
otrzymać powiadomienie o odpowiedzi na komentarz Twój i innych. Nie wypadniesz z konwersacji.
komentarz pojawił się natychmiast na stronie
komentarz nie musiał oczekiwać na moderację
nie musieć przepisywać kodu z obrazka

Komentarze niezgodne z regulaminem oraz uznane za reklamowe usuwamy bez powiadomienia.

na górę


Zapisz się i Ty i zgarnij super niezpodziankę!



Holidaycheck

* Serwis nie ponosi odpowiedzialności za publikowane przez użytkowników treści. Treści są własnościa Autorów. Zgłoś nadużycie Administratorowi.