nz

 

Jesteś tutaj: Strona główna | Nowa Zelandia Relacje | Nowa Zelandia w dwa miesiące


Nowa Zelandia w dwa miesiące

Dotyczy wyjazdu z 2010 roku

Dodane: 2011-02-02 | Aktualizacja: 2011-02-02


Krótki pobyt w Nowej Zelandii mocno utkwił mi w pamięci, miesiąc zwiedzania i miesiąc spędzony z rodziną w Dunedin to był fantastyczny czas i rewelacyjne, pomaturalne, wakacje :)

Podziel się ze znajomymi!

Wyjazd do Nowej Zelandii poprzedziłem poszukiwaniami sensownego i taniego połączenia lotniczego z Nową Zelandią. Po sprawdzeniu wielu opcji, zdecydowałem lecieć z Quantasem przez Frankfurt, Singapur, Sidney do Christchurch. Stamtąd już z rodziną samochodem do Dunedin. Na początku myślałem o przemieszczaniu się po Nowej Zelandii stopem/samochodem. Pierwszą opcję odrzuciłem ze względu na ograniczony czas podróży, wydawało mi się to niepewnym środkiem lokomocji. Obawiałem się, że zimą na zachodnim wybrzeżu wyspy południowej może być różnie. Mało ludzi, małe miasteczka, mało samochodów. Druga opcja była zbyt droga. Przeglądając oferty przewoźników autokarowych trafiłem na promocję biletu "Magic Adventure" ( http://www.magicbus.co.nz/main/productDetail/index.cfm?productID=3 ) - zamiast ~900$ zapłaciłem 400$ za kółko wokół najpopularniejszych chyba miejsc do obejrzenia na obydwu wyspach. Dobre opinie na temat takiego rozwiązania, ludzi podróżujących itp. się potwierdziły.

16-dniową trasę (wymagane minimum) podzieliłem na dwie części: wyspę południową, tydzień przerwy i samolotem przelot na wyspę północną. Z Dunedin wyruszyłem do pięknego Lake Tekapo, później do Christchurch na jedną noc (wiedziałem, że będę tam dłużej przed powrotem do Polski). W Kaikourze zaliczyłem nieudane oglądanie wielorybów. Picton mimo nienajlepszych warunków na szlaku (padał dzień wcześniej deszcz i było ślisko) urzekło mnie przyjemną pieszą wycieczką. W Nelson do zaliczenia jest rewelacyjna wycieczka do Abel Tasman. Greymouth było przystankiem tylko z przymusu, ale za to całodniowe łażenie po lodowcu we Franz Josef śmiało zaliczam do mojej listy "top 10". W Wanaka znane muzeum Puzzling World. Queenstown to bungy, taras widokowy, wędrówka na Queenstown Hill oraz kolejna "wielka" atrakcja Nowej Zelandii - Milford Sound. Północna wyspa to były dla mnie przede wszystkim Wellington, Auckland (Sky Tower, Waiheke Island) i Rotorua. Ostatnie z wymienionych miast było dla mnie chyba najciekawsze z północnej wyspy - Hobbiton (dla fanów Władcy Pierścieni, poza tym... nic specjalnego? :)), Maoryskie wieczory, źródła geotermalne, Zorb.

Tę stereotypową, urzekającą Nową Zelandię znajdziemy głównie poza miastami, w których możemy zwiedzać kolejne muzea, galerie itp. Nie mogę jednak wyrokować, ponieważ zostało mi trochę do objechania i obejrzenia - w sumie to dobrze, bo będę miał pretekst, żeby wrócić jeszcze kiedyś do krainu długiego, białego obłoka :)

Podziel się ze znajomymi!

Komentarze Sortowane od najnowszego do najstarszego

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby:
otrzymać powiadomienie o odpowiedzi na komentarz Twój i innych. Nie wypadniesz z konwersacji.
komentarz pojawił się natychmiast na stronie
komentarz nie musiał oczekiwać na moderację
nie musieć przepisywać kodu z obrazka

Komentarze niezgodne z regulaminem oraz uznane za reklamowe usuwamy bez powiadomienia.

na górę


Zapisz się i Ty i zgarnij super niezpodziankę!



Holidaycheck

* Serwis nie ponosi odpowiedzialności za publikowane przez użytkowników treści. Treści są własnościa Autorów. Zgłoś nadużycie Administratorowi.