wellington Te_papa muzeum

 

Jesteś tutaj: Strona główna | Nowa Zelandia Relacje | Muzeum Te PApa w Stolicy - nie można przegapić!!! plus o prawie odholowanym camperze


Muzeum Te PApa w Stolicy - nie można przegapić!!! plus o prawie odholowanym camperze

Dotyczy wyjazdu z 2011 roku

Dodane: 2011-02-14 | Aktualizacja: 2011-02-14


A więc dziś – zgodnie z planem o dziwo – zawitaliśmy do muzeum Te Papa. Ma ono opinię najlepszego muzeum w NZ. I nic dziwnego. To nawet nie jest muzeum – to 6 godzinna wyprawa edukacyjna po historii i przyrodzie tego kraju.

Podziel się ze znajomymi!

Absolutnie fenomenalne rozwiązania, bardzo interaktywne i oczywiście multimedialne. Nie ma sensu wymieniać wszystkiego – z tego co zostało nam w głowach:

- ponieważ trzęsienia ziemi stanowią ważny element NZ – zarówno katastrofy jakie ich spotkały , jak i cały system reagowania – jest temu poświęcony spory dział. I hitem jest domek, do którego się wchodzi i przeżywa się 3 minutową symulację trzęsienia ziemi.

- oczami owcy – owce oczywiście  też są niezmiernie ważne z punktu widzenia gospodarki i tradycji, choć niestety eksport wełny drastycznie spadł, więc poświęcony jest im cały dział – a więc oczami owcy to 5 krótkich filmików nakręconych w taki sposób, że na głowie owcy zamontowano kamerkę J najbardziej wzruszył mnie filmik o szukaniu małej owieczki – dziecka. Patrząc na to, co sfilmowała kamerka, widać popłoch i stres matki gdy nie widzi swojego dziecka.

- Maorysi – bardzo przygnębiająca była mapa, która pokazała, jak Europejczycy odebrali im w zasadzie 99 % ziemi w  NZ i to w zasadzie w ciągu 14 lat XIX wieku…… to co było tutaj wyjątkowe, to narzędzia i sposób obróbki Jadeitu – zielonego kamienia, który stanowił bardzo ważny element życia Maorysów – robili z niego wytwory sztuki, ale i narzędzia codzienne – dziś głownie robi się plastikowe podróbki oraz bardzo drogą, pamiątkową biżuterię.

- I na koniec- pokoik ciekawy z naszego punktu widzenia, jako turystów. Otóż należy znaleźć szkodniki, przedostanie się których do raju powoduje szkody, które też są opisane. Pokoik udaje ładownię statku. I tam można zobaczyć (sztuczne)  robaki w owocach, korniki, pająki, mole. Bardzo to było fajne, gdyż uzmysławia, skąd tak poważne kontrole na granicach. Dlaczego nie można wwieść owoców właśnie czy sprawdzają namioty lub drewniane rzeczy. Że nie jest to wymierzone w przybyszów, ale wynika z dbałości o własny kraj. 

- wątek polski – tak tak!  Ale w jakim kontekście… otóż nagle widzę w dziale o  migracji napis „polish children” i zdjęcia z obozów koncentracyjnych (tak myślałam). Otóż okazało się (przepraszam za ignorancję, nie wiedziałam tego, a wy?) że gdy polskie rodziny wracały z wywózki na Syberię, te które udało się ratować po drodze, zostawały przewożone do Teheranu i stąd do różnych krajów , gdzie otrzymywały status uchodźcy. NZ wtedy zaopiekowała się 7 000 dzieci  z Polski. Nieżle pojechać na drugi koniec świata aby się dowiedzieć takiej historii….

Były jeszcze ekspozycje o zwierzętach, roślinach, wulkanach, malarstwie, sztuce... zajęło nam 6 godzin zwiedzanie, więc wyobraźcie sobie to bogactwo.    A – i co ważne. Można tu spotkać cały przekrój wiekowy. Od rocznych dzieci (i nikomu nei przeszkadza że biegają na boso i hałasują) po bardzo sędziwych emerytów. I to jest tu super, że o każdego potrafią zadbać – nawet dla niepełnosprawnych mają przygotowane wózki elektryczne, aby łatwiej im było zwiedzać. To jest też fajny motyw by zachęcać dzieciaki do nauki i odkrywania – a nie wciąż grzecznie, po cichu i z nastawieniem na odbiór tylko.

Warto było jechać do stolicy, aby to zobaczyć. Polecam też innym jeśli tylko będziecie w Welington. Oczywiście muzeum jest bezpłatne. 

Tuż obok muzeum – między nim a marketem New World – jest super sklep z pamiątkami. Można dużo tam dostać. Ceny są wszędzie podobne.

No ale żeby nie było nam też potem nudno okazało się, że źle zaparkowaliśmy i gdyby nie było nas jeszcze z godzinę, to by nam holowali auto….. fajny mają system sprawdzania jak długo auto stało – na oponie co godzinę spacerujący ochroniarz robił 1 kreskę. Wyobrażacie sobie jak porysowana była nasz opona :)  i że w zasadzie nie mieliśmy po co dyskutować?

 

Nocleg:  na dziko, przy głównej drodze. Masakra – hałas straszny, pomimo nocy dużo ciężarówek. W ogóle się nie wyspałam ;/ w przeciwieństwie do Jacka, który nic nie słyszał….

 no i jednak  bardzo ciężko prowadzić na bieżąco  zapiski z wyjazdu. Mnóstwo się dzieje, a wieczorami o 21 padamy ze zmęczenia…

Podziel się ze znajomymi!

Komentarze Sortowane od najnowszego do najstarszego

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby:
otrzymać powiadomienie o odpowiedzi na komentarz Twój i innych. Nie wypadniesz z konwersacji.
komentarz pojawił się natychmiast na stronie
komentarz nie musiał oczekiwać na moderację
nie musieć przepisywać kodu z obrazka

Komentarze niezgodne z regulaminem oraz uznane za reklamowe usuwamy bez powiadomienia.

na górę


Zapisz się i Ty i zgarnij super niezpodziankę!



Holidaycheck

* Serwis nie ponosi odpowiedzialności za publikowane przez użytkowników treści. Treści są własnościa Autorów. Zgłoś nadużycie Administratorowi.