Tongariro Queenstown Glenrochy Te Paki Franz

 

Jesteś tutaj: Strona główna | Nowa Zelandia Relacje | Nowa Zelandia, 12.12.2009 - 11.01.2010


Nowa Zelandia, 12.12.2009 - 11.01.2010

Dotyczy wyjazdu z 2010 roku

Dodane: 2010-11-08 | Aktualizacja: 2010-11-08


Nowa Zelandia przywitała nas niewiarygodnie zielonymi pagórkami na północ od Auckland "usianymi" stadami owiec, palmami paprociowymi i nadmorską roślinnością wzdłuż wybrzeża...

Podziel się ze znajomymi!

Spędziliśmy 31 dni w NZ na przełomie roku 2009/2010. Podróżowaliśmy mini campervan'em (http://www.rentalcarvillage.com/economy.html). Udało nam się zwiedzić obie wyspy, startując i kończąc w Auckland (taka "koślawa" 8'ka).

Nowa Zelandia przywitała nas niewiarygodnie zielonymi pagórkami na północ od Auckland "usianymi" stadami owiec, palmami paprociowymi i nadmorską roślinnością wzdłuż wybrzeża. Po odwiedzeniu delfinów w Bay of Islands skierowaliśmy się na Far North docierając do Cape Reinga. Niesamowity krajobraz, piękne plaże, zatoki i ocean dookoła, ogromne wydmy obok Te Paki i sławna 90 Mile Beech sprawiają, iż jest to jeden z najciekawszych regionów w NZ.

Wracając na południe odwiedziliśmy wielkie drzewa Kauri w Waipoua Forest przeżywając pierwsze spotkanie z lasami deszczowymi NZ rodem z Jurasic Park (najbardziej niesamowite pod tym względem są lasy w Westland na wyspie południowej).

Podróżując bocznymi drogami ciężko było uwierzyć, że to sezon kiedy to zaczynają się wakacje i urlopy. W Polsce raczej ciężko znaleźć miejsca z dobrym dojazdem, gdzie można poczuć, że jest się samemu - a już nie mówiąc w sezonie.

W jaskiniach Waimoto widzieliśmy sławne glowworms. Rejs łódką po podziemnej rzece z „niebem” pełnym glowwormsów świecących niczym gwiazdy robi ogromne wrażenie.

Później skierowaliśmy się w kierunku Rotour'uy i cudów wulkaniczny, zwiedzając kilka parków termalnych z gejzerami, gorącymi jeziorami, ziejącymi kraterami. Koniecznie trzeba poświęcić 2-3 dni na te niesamowite wycieczki. Na południe piękne jezioro Taupo z widokiem na góry Tongariro, w których jednodniowa trasa Tongariro Crossing jest wg nas absolutnym "must do". Spacer po kraterach, księżycowy krajobraz, wspaniały widok tolkienowskiej "góry przeznaczenia" i Mordoru, dymiące kratery, zielone jeziora - wycieczka koniecznie w dobrą pogodę (na górze bardzo wietrznie i bardzo zimno), o którą niestety ciężko w tych górach.

Z Wellington przeprawa promem trwa 3,5h i jest niestety bardzo kosztowna (mówię o samochodzie). Na wyspie południowej przywitały nas piękne kanały i zatoki Marlborough Sounds. Ciężko niestety jest się poruszać po ich krętych drogach. Stąd niedaleko już do Nelson, złotych plaż i pieszych tras Abel Tasman oraz Golden Bay z ogromną mierzeją, plażami, skałami. Nawet w tak turystycznych okolicach, w okresie świątecznym, przy pięknej pogodzie ludzi było jak na lekarstwo i generalnie spotykało się głównie turystów w camper'ach. Region Nelson z otaczającymi górami jest wg nas również jednym z ciekawszych w NZ.

Dalej trasa wiodła na zachodnie wybrzeże drogą przez jeziora Rotora i Rotoili, otoczone pięknymi górami, dające pierwszy przedsmak fiordów.

Wkroczenie na Westland to gwarantowana zmiana pogody, niestety na gorszą. Efektem dużej ilości opadów w tym regionie są wspaniałe lasy deszczowe, pełne palm paprociowych, lian, konarów, robiące wrażenie prawdziwej dżungli. Westland to również lodowce Franz Josef i Fox. Całodniowa wycieczka na lodowiec, choć mocno skomercjalizowana, dostarcza jednak ciekawych doznań. Całość w otoczeniu pięknych Alp Południowych dla szczęściarzy obdarzonych dobrą pogodą.

Opuszczając Westland dotarliśmy do Wanaki i dalej do Queenstown. Wspaniałe tereny otoczone górami wraz z jeziorami Hawea, Wanaka i Wakatipu tworzą niesamowity klimat, znany z wielu scen ekranizacji Władcy Pierścieni. W regionie Queenstown najbardziej urzekły nas okolice Glenorchy.

Będąc tak blisko Fiordlandu (40km w linii prostej od Glenorchy) trzeba niestety pokonać kilkaset kilometrów dookoła aby zobaczyć fiordy. Miasteczko Te Anau jest głównym punktem wypadowym do Milford Sound (i innych), mekki wszystkich wycieczek. Według nas jednak to widokowa droga do Milford, wiodąca dolinami u podnóża potężnych gór jest bezsprzecznym hitem tego regionu, a sam Sound wieńczy tą drogę niesamowitym widokiem na Mitre Peak. Rejs po Milford to oczywiście spotkanie z delfinami i fokami (pingwinów nie zastaliśmy). Planując wizytę w Milford byliśmy przekonani, że można tam spędzić wieczór z widokiem na fiordy. Jednak Milford to jedynie przystań dla wycieczkowych łodzi, parking i kawiarnia (w głębi) oraz jeden mały kamping w lesie. Warto to uwzględnić w swoich planach i jechać rano.

Po tych wszystkich widokach, południe wyspy pomiędzy Invercargill a Dunedin robi słabe wrażenie. Skuszeni opowieściami o miejscach lęgowych pingwinów żółtookich dotarliśmy na półwysep Otago. Piękne miejsce, mnóstwo ptactwa, wspaniałe plaże, foki, lwy morskie, i jedyne miejsce gdzie udało nam się wypatrzeć pingwina. Dunedin, jak i inne większe miasta, nie zrobił na nas wrażenia. Skierowaliśmy się więc do ogromnych głazów na plaży w Moeraki – niemal idealnie okrągłe, sięgające 2m średnicy. Polecamy.

Dalej nasza trasa widoła w kierunku ośnieżonych szczytów „Gór Mglistych”. Górę Cook’a można podziwiać z daleka, jeśli tylko pogoda nam sprzyja. Nocleg u wybrzeża turkusowego jeziora Pukaki pozwala podziwiać piękną panoramę z majestatycznym Aoraki, którego śnieżne stoki wspaniale kontrastują z taflą jeziora, zielenią i zachodzącym słońcem. Niestety rankiem pogoda odwróciła się od nas i pomimo dwóch dni pod Cookiem nie udało nam się zrealizować naszych planów trekingowych u jego podnóża. Już kolejny raz pogoda w NZ przypomniała jak bardzo zmienną potrafi być, zwłaszcza w górskich regionach. Zdecydowanie warto tu przyjechać.

Kolejnym celem była ominięta droga przez Arthur’s Pass. Jest to jedna z najpiękniejszych tras widokowych NZ i naprawdę warto ją przejechać. Na przełęczy, dokładnie we wiosce Arthur’s Pass zaobserwowaliśmy kolejny raz fenomen zmienności pogody. Piękna pogoda towarzysząca nam od wschodniej strony w momencie zmieniła się na pochmurną i deszczową. Zawróciliśmy po dojechaniu do wiaduktu Otira i równie gwałtownie słońce wróciło do nas. Podziwiając widoki skierowaliśmy się do Christchurch.

Reklamowane jako najbardziej angielskie z miast NZ Christchurch rozczarowało nas podobnie jak inne miasta, za to godny polecenia jest b. górzysty półwysep Banksa. Widokowe i strome trasy biegną wysoko dając nam szeroką panoramę. „Francuzka” Akaora jest wg nas mocno przereklamowana i właściwie można tam zawitać jedynie w celu wypłynięcia do delfinów.

Ostatnim punktem na wyspie południowej była położona u stóp gór Kaikoura serwująca rejsy i loty do wielorybów. Wybraliśmy lot małym samolotem i udało zobaczyć się dwa kaszaloty, choć przyznam, że sam lot i widok na góry był ciekawszy, niż 18-metrowy olbrzym widziany z 200mnpm. Ale Kaikoura to nie tylko wieloryby, to również piękne wybrzeże, przez które wiedzie łatwa kilkugodzinna (powrotna) trasa. Warto zejść w dół do pięknych wapiennych skał, niezliczonego ptactwa i fok.

Promem z Picton wróciliśmy na wyspę północną i skierowaliśmy się trasą nr 2 w kierunku Napier. Nie są to już jednak tak widokowe i atrakcyjne tereny jak zwiedzone dotychczas (a może po prostu byliśmy już przytłoczeni wrażeniami).
Z Napier dojechaliśmy znów do Taupo i pięknych widoków na Tongariro, a później przez Rotorue do półwyspu Coromandel ze sławnymi plażami jak Hot Water Beach czy Cathedral Cove. Kiwi chętnie spędzają tu urlop, do czego zachęcają piękne zatoczki i plaże.

Niestety były to nasze ostatnie dni i nie pozostało nic innego jak wracać do Aucklad,a stąd do mroźnej Europy …

Nasz NZ TOP 10:
1. Tongariro Crossing – niesamowita, jednodniowa trasa wulkaniczna
2. Fauna NZ – delfiny, foki, wieloryby, lwy morskie, ptactwo, pingwiny, glowworms, papugi górskie
3. Lasy deszczowe – niesamowite dżungle rodem z Jurasic Park
4. Trasa do i sam Milford Sound – góry i fiordy, oczywiście jadły z ręki ;-)
5. Trasa Arthur’s Pass
6. Okolice Queenstown/Glenrochy
7. Mt Cook z turkusowymi jeziorami lodowcowymi i Alpy Południowe
8. Far North i wydmy Te Paki
9. Marlborough Sounds
10. Lodowce Franz i Fox

Kilka uwag:
- pogoda jest naprawdę bardzo zmienna – nie ma przesady w tekstach, że w NZ można mieć 4 pory roku w ciągu jednego dnia. Często w dzień w lecie jest upalnie, ale po zmroku b. chłodno. Przy tunelu w drodze do Milford padał śnieg, który zresztą leży cały czas na szczytach Alp. Na trasie Tongariro było przeraźliwie zimno – zimowa kurtka, czapka i rękawice to konieczność. Wiosennie zielone w połowie grudnia pagórki początkiem stycznia były już wypalone i jesiennie brązowe. I to wszystko w środku nowozelandzkiego lata, które określiłbym jako podobne do naszego polskiego lata ale nad Bałtykiem.
- noclegi "na dziko" – skuszeni opowieściami o możliwości zatrzymania się w każdym pięknym miejscu na noc z tym zamiarem zaplanowaliśmy naszą trasę. Niestety w ostatnich latach tabliczki „no camping” pojawiły się niemal wszędzie w ciekawszych miejscach, przy plażach, jeziorach, itp. Trochę lepiej jest na wyspie południowej, ale generalnie trzeba nastawiać się na korzystanie z płatnych pól namiotowych – od $5/os za „nic-niemające” pola DOC (Department of Conservation) po $12-20/os za w pełni wyposażony kamping z kuchnią, łazienkami, itp.

cdn...

Podziel się ze znajomymi!

Komentarze Sortowane od najnowszego do najstarszego

  1. Brak zdjęcia Anomin napisał:
    2011-09-13 o 21:30

    Czy w taką podróż można się wybrać z 5-letnim dzieckiem? Czy ono da radę?

    • Redakcja napisał:
      2011-09-13 o 22:26

      raczej nie ma przeszkód, kraj czysty i bezpieczny, podróżowanie łatwe i przyjemne. Jedyny kłopot to podróż samolotem 24h, jeśli ją przetrwa to reszta pójdzie z górki.

      Znam osobiście osoby które podróżowały z 2-latką i wszystko było rewelacyjnie.

    Odpowiedz
  2. Jacek napisał:
    2010-11-11 o 15:40

    W większości na kempingach jak i mniej oficjalnych miejscach noclegowych zdecydowanie więcej było kamperów, aczkolwiek było również sporo osób z namiotami i nie ma z tym najmniejszego problemu. Właściwie jadąc kolejny raz chyba słaniałbym się ku tej formie noclegu - kamper jest b. drogi (nawet taki mały jak nasz), a z pole namiotowe i tak musisz zapłacić. Podsumowując więc: kamper = większy komfort w każdych warunkach, namiot + osobowy = mniejszy koszt.

    Odpowiedz
  3. Brak zdjęcia Anomin napisał:
    2010-11-10 o 18:39

    Przeczytałam relację z wielkim zaciekawieniem. Gratuluję zarówno wyprawy jak i relacji. My z mężem wyruszmy na "podbój" NZ w grudniu. Trzymaj za nas kciuki

    Odpowiedz
  4. Brak zdjęcia Anomin napisał:
    2010-11-10 o 08:27

    hej, mam w planach teraz na koniec listopada do konca grudnia bardzo podona trase do zrobienia, tyle ze samochodem osobowym i z namiotem. mam pytanie czy duzo osob kozystalo w tym czasie z campingow z namiotami czy raczej campery?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby:
otrzymać powiadomienie o odpowiedzi na komentarz Twój i innych. Nie wypadniesz z konwersacji.
komentarz pojawił się natychmiast na stronie
komentarz nie musiał oczekiwać na moderację
nie musieć przepisywać kodu z obrazka

Komentarze niezgodne z regulaminem oraz uznane za reklamowe usuwamy bez powiadomienia.

na górę


Zapisz się i Ty i zgarnij super niezpodziankę!



Holidaycheck

* Serwis nie ponosi odpowiedzialności za publikowane przez użytkowników treści. Treści są własnościa Autorów. Zgłoś nadużycie Administratorowi.